::O nas>Hirek Saran

Hirek Saran


Hirek Saran
to ja,
ciężki obecnie łysy już przypadek urodzony jak prawie każdy dzięki nieuwadze ojca, pięknego zimowego dnia 09.12.1966 r. w zalatującym nieco zapachem zgniłych jaj -Tarnobrzegu . To nie znaczy że nie lubię tego miasta, wręcz przeciwnie - uwielbiam je do dzisiaj , spędziłem tam najmilsze chwile swojego życia . O nauce najlepiej bym nie pisał , nigdy bowiem nie lubiłem się uczyć ale jak to w życiu bywa - czyniłem to całe życie i pewnie jeszcze wiele mnie czeka . Ten długi łańcuch rozpoczął się w tarnobrzeskiej "trójce", która posiadała miano szkoły sportowej tylko z tego pewnie względu, iż uprawiano w niej masę sportowych rzeczy :
  • uganiano się za panienkami,
  • organizowano maratońskie wagary,
  • brano udział w osiedlowo ulicznych walkach - też typowo sportowych.
Moim przyjacielem z tamtego okresu był niejaki Koczoń Piotr ( ksywa Feriś ) ale w tym miejscu należy raczej opuścić omawianie niezliczonych przypadków wymuszeń , podpaleń i akcji o antykatolickim zabarwieniu. Niech pozostanie to tematem spotkań przy dobrej wódce. Pewnego dnia w tym wielkim zawirowaniu zrodziła się w mojej głowie piękna myśl zostania lotnikiem i ponieważ nie udało się przebrnąć lekarskiej szajki w Dęblinie wylądowałem w Technikum Mechanicznym w Mielcu o specjalności : budowa płatowców. Czy szkoła ta miała coś wspólnego z lotnictwem do dzisiaj nie wiem. Wiem ..., że elementy latające zdarzały się przeważnie po wypiciu butelki średniej jakości wińska. Ale... były to piękne czasy, wiele znajomości, wygłupy do rana, kretyńskie pomysły no i oczywiście .... lepiej nie mówić ...ah.

Po przypadkowym zdaniu matury i kilkunastodniowych nadwyżkach alkoholu we krwi spłynął na mnie Bóg wie skąd pomysł ostania się oficerem w branży pancernej - przecież to taka pokrewna dziedzina z lotnictwem ( kawaleria pancerna itp. ).
Po roku miałem dosyć ale trzeba było dosłużyć służbę zasadniczą - zrobiłem to i zapomniałem o wojsku w przeciągu jednej wspaniałej sekundy. Jedyną pozytywną rzeczą którą wyniosłem z wojska była niezła kondycja fizyczna - to chyba za mało jak na dwa lata ( no może zapomniałem o właściwie ukształtowanej postawie patriotycznej ).
Ponieważ byłem już dużym chłopcem i nie wypadało pozostawać na utrzymaniu rodziców załapałem się do pracy w szkole podstawowej w Dąbrowicy Małopolskiej - to była szkoła ( życia, seksu i biznesu ).
Nigdy nie przypuszczałem , że tak polubię pracę z dziećmi - spodobało mi się i przepadłem.....
Oj , zapomniałem o najważniejszym. Zaraz po woju poznałem moją obecną żonę Hanię i nie będę się wdawał w szczegóły bo to wstyd , że miłość mojego życia załatwili mi moi rodzice.... dosłownie zwabili mnie w określone miejsce o określonym czasie i wskazali mi określoną dziewczynę - a ja się zakochałem . Jakie to proste. Potem były przeprowadzki , śluby i mozolne zaoczne studia na WSP w Bydgoszczy .
Rodziły się dzieci ( dwa wspaniałe szkraby Martusia i Wojtek ), spełniały się marzenia a życie pomalutku zaczęło nabierać tempa. Ponieważ praca w zawodzie nauczyciela oprócz satysfakcji nie dawała nic więcej, w roku 1994 postanowiłem zaryzykować . A może by tak strażakiem zostać ???
Kurde - i zostałem.
Do dzisiaj nie wiem jak to się stało ( muszę mieć jednak pierońskie szczęście ) Na dzień dzisiejszy jestem Dowódcą Jednostki Ratowniczo Gaśniczej w Chełmnie, dodziobałem się stopnia kapitana i ... dzięki temu zawodowi - nic co ludzkie nie jest mi obce. A tak ogólnie jestem szczęśliwym facetem , który stara się żyć chwilą, pewnie dlatego , że prawie codziennie widzę jakie kruche jest ludzkie życie .

Rodzina: Hania z domu Ożga - jest nauczycielką języka polskiego i pracuje w szkole wiejskiej w Kolnie ( okolice Chełmna ). Ma w stosunku do mnie dużo cierpliwości - to jej wielka zaleta.

Marta i Wojtas to moje dwa żywe sreberka ogólnie nie do opanowania ( kochane dzieciaki ).

Mama z tatą mieszkają obecnie koło Lublina ( kiedyś w Tarnobrzegu i Starym Sączu ) ale jak znam ich temperament to nie jest koniec ich możliwości.

Mam też dwie ukochane siostry, starsza Beatka obecnie mieszka w Lublinie i po ukończeniu Akademii Muzycznej w Krakowie zajmuje się nauką gry na fortepianie.
Edytka - jest nauczycielką języka polskiego w jednym z krakowskich Liceów i tam też osiadła .

Muzyka - to odrębny temat. Jest jak lekarstwo na wszystkie dolegliwości . Sprawia , że człowiekowi prostuje się krzyż i wracają chęci do życia - zaczyna normalnie oddychać . "Z ostatniej chwili" - to zespół - przypadek, jak my dwoje z Wojtasem, jeżeli ktoś chce tego słuchać ... to miło , jeżeli nie ... wszystko przecież można wyłączyć .


Z ostatniej chwili
::O nas>Hirek Saran